Pokazywanie postów oznaczonych etykietą falafele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą falafele. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 lutego 2015

Tradycyjne falafele

Nazwę przepisu zaczerpnęłam od Wojciecha Cejrowskiego. Taki zbieg okoliczności – w książce „Jerozolima” Samiego Tamimiego i Yotama Ottolengiego (z której wzięłam recepturę) obok przepisu na falafele znajduje się zdjęcie pewnego szyldu. Szyld jak to szyld – zachęca do zakupu falafeli – po arabsku i angielsku. Poniżej widnieje odręcznie dopisane flamastrem zdanie po polsku – „Bardzo dobre falafelki”. W książce nie ma słowa na temat autora tego dopisku, ale oglądamy programy Cejrowskiego i w jednym z nich pt. „Arabski sprzedawca”, traktującym o kupcach Jerozolimskich, widać jak to pan Wojciech dokonuje tego dopisku :) Świat jest jednak mały :)
Wracając do falafeli – ich sytuacja jest trochę skomplikowana. W tym sensie, że pochodzenie tego dania przypisują sobie zarówno różne nacje arabskie jak i Izraelczycy. Ci ostatni nawet, po proklamowaniu w 1948 roku państwa Izrael uznali falafele za swoje danie narodowe. Zaostrzyło to tylko i tak napiętą sytuację polityczną w tamtym regionie. Z resztą podobnie wygląda sprawa z hummusem.
Na szczęście zajadając falafelki nie musicie zastanawiać się czy bardziej jest to danie arabskie czy izraelskie. W zasadzie jedząc falafele, człowiek skupia się wyłącznie na ich wspaniałym smaku i chrupkości i nie myśli o niczym innym niż tylko o ich kolejnej porcji :) Tak, one uzależniają :)
Składniki (na ok. 20 sztuk):

300 g suchej ciecierzycy
1 mała cebula, pokrojona w drobną kosteczkę
2 ząbki czosnku
2 łyżki siekanej kolendry
1-2 łyżki siekanej natki pietruszki
1/2 łyżeczki mielonego kuminu
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
1/4 łyżeczki mielonego kardamonu
3/4 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1,5 łyżki mąki pszennej
2-3 łyżki zimnej wody
olej do smażenia (najlepiej rzepakowy lub ryżowy – o dużej temperaturze dymienia)

Przygotowanie:

Ciecierzycę zalewamy zimną wodą i odstawiamy do namoczenia na około 12 godzin. Następnie odsączamy ją i wraz z cebulą, czosnkiem, natką pietruszki i kolendrą dwukrotnie mielimy. Albo tak jak ja to robiłam – miksujemy pulsacyjnie na bardzo drobno, ale nie na gładką papkę.
Następnie dodajemy pozostałe przyprawy, sól, sodę, mąkę i wodę i dokładnie całość wyrabiamy ręką. Odstawiamy na co najmniej godzinę do lodówki, żeby masa stężała. Powinna być na tyle gęsta, by dawać się ugniatać i formować w kulki (w razie, gdyby była za rzadka dodajemy odrobinę mąki).
W głębokim rondlu rozgrzewamy olej. Czy jest odpowiednio gorący sprawdzamy wykałaczką – gdy pojawią się wokół niej znaczne pęcherzyki powietrza – temperatura jest w sam raz i możemy przystąpić do smażenia.
Rękoma formujemy małe kulki (wielkości tylko troszkę większej od włoskiego orzecha). Dokładnie ugniatamy masę, żeby nie rozpadła się podczas smażenia. Kulki lekko spłaszczamy i smażymy partiami w gorącym tłuszczu. Nie wrzucamy za dużo falafeli na raz, bo spadnie temperatura oleju i zaczną się one gotować i nasiąkać tłuszczem. Ja smażyłam po 6-7 sztuk na raz przez około 5-6 minut. W każdym bądź razie powinny być porządnie zezłocone, a nawet brązowe, żeby nie były surowe w środku.
Falafele odsączamy na ręczniku papierowym i zanim się obejrzycie już ich nie będzie :)

Jak dotrwają to podajemy je np. z sałatką z pomidorów, ogórka, rukoli, chili, cebulki i mięty, skropioną oliwą. Oraz pieczywem np. podgrzaną pitą lub kawałkami przypieczonej tortilli.
Polecam bardzo prosty sos – mieszamy 3 łyżki jogurtu greckiego z łyżeczką harrisy lub innej ostrej pasty paprykowej (np. sambalu) i gotowe :)

Smacznego!